Kategorie: Wszystkie | Afryka | Azja | Bliski Wschód | Europa | FOODIE | Nie-Codzienność
RSS
piątek, 28 grudnia 2007
Gdy dojechałam do Warzazatu, uśmiech nie znikał mi z twarzy. Kiedy pierwszy raz byłam w tym mieście, zupełnie mnie nie urzekło. A tym razem... To co lubię: kolorowe neony i flagi, ludzie różnych narodowości, wypełnione straganami souki, przystrojone kawiarnie. A wszystko dlatego, że
czwartek, 27 grudnia 2007
Gdy Rachid wysadził mnie w Erfudzie, nie musiałam nawet machać – od razu zatrzymał mi się samochód. Wprawdzie kierowca liczył na to, że przenocuję w jego hotelu, ale gdy dotarło do niego, że nic z tego, ponieważ chcę dotrzeć do Merzugi, a jego hotel jest w Rissani, zabrał mnie na herbatę do nomadzkiego namiotu swojego brata, niedaleko Rissani. Przyjemna pogawędka. Okazało się,
Nie było mnie jakiś czas tutaj – wsiąkłam na dobre w życie rodzinne;) Ale może od początku:) Tak, jak wspomniałam w ostatnim wpisie, niewielki sens ma podawanie miejscowości, do której zmierzam, bo najczęściej i tak trafiam w zupełnie inne miejsce. Tym razem było identycznie. Myślałam, że dotrę do miejscowości Midelt,
poniedziałek, 24 grudnia 2007
Trochę się działo przez ostatnie dni, ale o tym w następnym wpisie, a tymczasem... Rozpoczynają się święta, dziś wigilia – taki magiczny dla mnie dzień, choć nie ze względów religijnych, ale sentymentalnych. Wigilia to zapach choinki, przeróżnych ciast, mandarynek, cynamonu i smak orzechów włoskich. Wigilia to śnieg, mróz, zmarznięty, czerwony nos... Wigilia to spotkanie rodzinne i ciepło w sercu. Wigilia to dla mnie jeden z piękniejszych dni w roku. Wypełniony magią. Dzień, kiedy wszystko jest możliwe. Z okazji tego dnia, a także innych dni, życzę tym, którzy świętują i tym, którzy nie świętują, kroczenia swoją drogą, życia marzeniami i ciągłego doświadczania magii... Magii życia. A ja tymczasem ruszam świętować ze świeżymi, owocowymi smakołykami na szczyt Erg Chebbi, najwyższych wydm w Maroko, przy których teraz mieszkam:) W prezencie – mój taniec szczęścia dla gór, nieba, drzew, wody... Moje podziękowanie tańcem dla Wszechświata:) Tylko foty, ale można sobie wyobrazić:)
czwartek, 20 grudnia 2007
Okazało się, że jest, oczywiście, inna opcja dotarcia do małpek na wolności, bez korzystania z płatnej pomocy któregoś z miejscowych przewodników. Korzystając z informacji, jakie zdobyłam, ruszyłam w stronę pobliskiej wioski Ain Leuh (w której byłam już wcześniej na targu z owcami, z rozwożącym słodycze Miloudem z Meknesu). Zatrzymał mi się kierowca – jak się okazało, Ibrahim - który pochodzi z Arabi Saudyjskiej, a w Maroko spędza właśnie swój miesięczny urlop. Jechał do
środa, 19 grudnia 2007
„Kiedy idziesz w kierunku celu, ważnym jest, aby zwracać uwagę na drogę. To droga uczy nas, jak najlepiej dotrzeć do celu. I droga nas ubogaca. Odnosi się to również do celu twojego życia. To, czy okaże się on lepszy, czy gorszy, zależy od drogi, którą wybierzesz, aby do niego dotrzeć; i od tego, co zechcesz, aby działo się po drodze.” (Paulo Coelho, „Pielgrzym”) Kiedy przed wyjazdem do Maroko przebywałam
poniedziałek, 17 grudnia 2007
Wyjechanie z Rabatu to nie takie hop siup!:) Moi kierowcy z autostopów wozili mnie raz w jedną, raz w drugą stronę, a każdy był przekonany, że to już tutaj, że to droga wylotowa na Meknes. I tak minęły dwie godziny – do czasu,
Dojechałam wieczorem na przedmieścia Rabatu – stolicy Maroko - i spytałam, gdzie jest najbliższy hotelik. Okazało się, że w okolicy nie ma żadnego, wszystkie są ulokowane w centrum. „Meandek muszil”- usłyszałam od
piątek, 14 grudnia 2007
No i już bez Ryszarda:) zawitałam w miejscu, którego nigdy nie planowałam odwiedzić. Casablanka (zwana tu Casa, czytaj: Kaza), jedno z większych miast Maroka. Sama historia miasta też jest ciekawa. Dużo wcześniej istniało tu berberyjskie miasto Anfa, które w XVIII wieku z powodu trzęsienia ziemi zostało zniszczone całkowicie. Postanowiono
Plan – bezplan i Marrakesz po raz drugi. Tym razem nie medina, ale nowe miasto. Marrakesz poznawany od innej strony. W mieszkaniu studenckim Bashira i Ali czułam się jak w raju. Przestrzeń. Na dachu olbrzymi taras. Wspólne nocne śpiewy i granie, przyrządzanie wegańskiego tadżinu, którym jestem zauroczona, rozmowy i włóczęgi po mieście. Swoją drogą
 
1 , 2