Blog > Komentarze do wpisu

Berlin. Miasto grzechu.

...

Jeśli grzeszyć, to na całego. Bez chwili zastanowienia - w mieście rozpusty nie ma na to czasu. Zagłębić się w przyjemnościach chwili, dreszczyku ogarniającym ciało i myśli. Taki właśnie jest Berlin.

Nic nie budzi we mnie takiego zachwytu jak kulturowość i obyczaje. A w Berlinie tego pod dostatkiem. W mieście, które przyciąga różne narodowości, spotkać Turków, Hindusów czy Afrykańczyków to żaden problem. Ba! Trafić na całe dzielnice kulturowe – to jest to!

I taki właśnie jest Kreuzberg, gdzie gościłam u Serainy i Kerstena. Dzielnica imigrantów, głównie z krajów arabskich. Małe bary z narodowym jedzeniem imigrantów, lokalne sklepiki z odzieżą i produktami spożywczymi z danego kraju, kobiety w chustach przesiadające przy stolikach przed lokalną cukiernią. Gdzieś obok sklep indyjski, w którym odkrywam beedi, a sprzedająca Hinduska nie może się nadziwić, skąd znam tak dobrze asortyment. Tuż obok sklep azjatycki z nowinkami kulinarnymi. Jedynie plecak coraz cięższy…

Pierwszego dnia już, spacerując wieczorem z Hauptstadtbanhof na Kreuzberg, mijam nie tylko sławną imigrancką Oranienstrasse, ale Bramę Brandenburska i słynny Charlie Point, będący jednym z przejść między dawnymi Niemcami Wschodnimi a Zachodnimi. .

Chillout. Leżaki nas Sprewą i niekończące się imprezy. Berlin wodzi na pokuszenie.

Tym razem i ja postanawiam mieć słabą wolę i poddać się chwili, która trwa. Poddać się żądzy miasta. Małym restauracyjkom, lokalnym barom, letnim ogródkom.

Wchodzę więc nocną porą w zakątki, fotografuję, obserwuję mijające mnie postaci, aż w końcu docieram na Kreuzberg. Ale to nie pora na sen – Seraina i Kersten witają mnie domowej roboty radlerem. Nic dziwnego – w Niemczech to tego lata jeden z najpopularniejszych napojów. A tymczasem noc jeszcze młoda.

O poranku wędruję po Kreuzbergu, chłonąc życie kilku nacji jednocześnie. Przysłuchuję się arabskim rozmowom, robię zakupy kulinarne u Azjatów, odwiedzam sklep Hindusów. A z wiru kolorów i zapachów wskakuję do sterylnego Bundestagu. Budynek rządu. Kopuła na dachu.

Widoki, miasto, rzeka, zieleń, szczególnie przy Zoo Park.

Po Bundestagu czas na chillout na pobliskim trawniku, tłumnie obleganym przez miejscowych.

Tuż obok sprzedawca precli. Co chwilę wsiada na rower i rusza – a tu ni stąd, ni zowąd, kolejni chętni do kupowania. Zatrzymuje się, zsiada, sprzedaje, wsiada, rusza. Metr dalej kolejni chętni. I tak w kółko.

Jest takie miejsce w Bramie Brandenburskiej, o którego istnieniu nie wiedzą nawet często mieszkańcy Berlina. Pokój Ciszy. Pierwszy raz zabrała mnie tam kilka lat temu Jadzia, która mnie gościła. Z gwaru miasta wskoczyłyśmy w ciszę małego pokoju, prosto na miękką poduchę, wśród pogrążonych w milczeniu ludzi różnej narodowości. Mistyczne przeżycie. Tym razem znowu tam wróciłam – pomilczeć.

Pokój zbudowano na wzór "Pokoju Ciszy", jaki kazał utworzyć Dag Hammarskjöld dla siebie i swych współpracowników w kwaterze ONZ w Nowym Jorku. Celem było stworzyć miejsce dla cichego zastanowienia, pośród wielkomiejskiego gwaru. Jest to miejsce tolerancji między narodami i religiami oraz miejsce pokoju.

Tuż obok jest pomnik Holocaustu. Labirynt brył różnej wielkości, będący pomnikiem nietypowym i przyciągającym tłumy.

A stamtąd już tylko spacer dzieli mnie od ponownego dojścia do Charlie Point. W pobliżu na złocistym plażowym piasku jest bar - stoją leżaki, palmy, ludzie w pełnym słońcu sączą drinki.

Kosztuję smakołyków niedostępnych u nas. Rozsmakowuję się w nowych produktach. Bo jeśli smakowo grzeszyć, to tu przede wszystkim.

Tymczasem Warszauerstrasse wita w podobnym, choć jeszcze bardziej wyluzowanym stylu. Chillout, słońce, piwo w dłoni. Bo to jest to, co w Niemczech lubię – brak zakazu spożywania alkoholu w miejscach publicznych. Jakoś nie zauważam, by to, że ludzie chodzą publicznie w upalny dzień z butelką piwa w dłoni, miało negatywny wpływ na cokolwiek. Grzeszę i ja.

Warschauerstrasse w ogóle jest inna niż reszta miasta. Squotowa, z vegan sklepami i klimatycznymi knajpami. Obok jednej z nich znajduję zapowiedź koncertu jednego z moich ulubionych zespołów grających muzykę saharyjską, na którego koncercie byłam rok temu. Tinariwen.

Asortyment sklepów nadal przewyższa to, co u nas, a dla mnie, jako wielbicielki różnego rodzaju oliw i octów (przede wszystkim balsamico), poniższy sklep to taki mini raj.

Na ulicach wciąż gwarno. Kawiarnie to stałe miejsca spotkań miejscowych.

Jadę do Prenzlauerberg. Wśród wąskich uliczek, przypominających mi paryskie zakamarki, zjadam burgera z tofu i wegańskim serem w jednym z barów

Wieczorem zaś dość spontanicznie spotykam Ewelinę i Piotra (po naszym spotkaniu na Bali – wszystko już możliwe) i  - by to uczcić – wypijamy cydr i wino na Alexanderplatz.

Admiral Bruecke to most, na którym spotykają się miejscowi na Kreuzbergu. Kieliszki, wino, piwo, rozmowy. Jak miło, gdy można ot tak spędzić wieczór.

I jak tu nie grzeszyć w takim mieście? Smakuję. Uganiam się za moim pragnieniem, oceniam nowe smaki.

Taki jest Berlin właśnie. Miasto kulinarnej rozpusty.

 

Pozdrawiam kończącym się latem,

Lalla



czwartek, 20 września 2012, szenrzeszynka

Polecane wpisy

  • Nigdy nie rozmawiaj z nieznajomymi

    Winna Góra. Nie sposób, pisząc o okolicach Zielonej Góry, nie napisać o winie. Bo taki był też cel tegorocznej majówki – pojechać tam, gdzie rosną winoroś

  • Rzaholeckiego Lasu zew

    Czechy Rumcajsowe. Z Jeleniej Góry ruszyłam do Czech. Pragę miałam okazję już zwiedzić, gdy pojechałam tam autostopem kilka lat temu, więc tym razem cel był inn

  • Biały Słoń ma prawo być Białym Słoniem

    Litewskie impresje. Autostopowy wypad do Wilna na sylwestrową noc pociągnął za sobą zabawne doświadczenia. Już sama droga co rusz zaskakiwała. Bo oto w Biskupcu

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2012/09/20 13:59:20
Uwielbiam Berlin.Spędzone tam prawie 6 lat robi swoje.Mam głównie dobre wspomnienia z życia tam.Wracam tam już teraz z rodziną i pokazuje bliskim zakamarki miasta.Miasta grzechu - jak piszesz.Coś w tym jest.
M.S.
-
Gość: sandul, *.pools.arcor-ip.net
2012/09/23 16:11:55
Pokoj Ciszy, miejsce które koniecznie chcę teraz odwiedzić :) :*
-
2012/09/24 21:22:26
mszokunowicz - nie dziwię się, mnie też tam ciągnie:) 6 lat - wow!
Sandrul - polecam, spodoba się Tobie! I koniecznie piękne uliczki Prenzlauerberg :*
-
Gość: leila, *.generic-hostname.arrownet.dk
2013/01/06 23:15:46
super miasto, ja je pamietam jeszcze z murem jak mialam 19 lat;)tak to miasto grzechu ,wspaniale czasy , zapamiatalam do konca zycia pozdrawiam