Blog > Komentarze do wpisu

Djekpa La You

...

To nie była zwykła lutnia. Niby podobny wygląd do wielu innych, niby te same dźwięki, ale jednak to nie było to samo. Ona miała swoją fascynującą historię, która ma początek w Kairze.

Lutnia wykonana w małym, ciemnym warsztacie przez egipskiego lutnika wędrowała z rąk do rąk, obdarowując ludzi wokół zachwycającą muzyczną poezją. Dźwiękami poruszającymi, które na długo jeszcze po zabrzmieniu zostają w słuchającym.

I o tym właśnie instrumencie zwanym Oud opowiada film „Al Oud znaczy drewno”, który można było obejrzeć w ramach Globaltica World Culture Festival. Drugi film festiwalu, jaki zrobił na mnie duże wrażenie, to „Ostatni Nomadzi”. Opowieść o wędrówce i towarzyszącej jej muzyce świata, a wśród odwiedzonych miejsc to, które kocham szczególnie – Sahara.

Ale filmy to tylko część towarzysząca Globaltice – jej sercem jest muzyka. Dźwięki świata tworzone na scenie przez ludzi z całego globu.

W tym roku, oglądając filmy ze znakomitym podkładem i słuchając muzyki w czasie koncertów na Kolibkach, jak nigdy zdałam sobie sprawę, ile muzyka dla mnie znaczy. I jak świeżym odkryciem jest w moim życiu.

Zmysły, którymi zawsze najmocniej odbierałam świat, to przede wszystkim w kolejności: smak, węch i dotyk. Te wrażenia były dla mnie zawsze najistotniejsze. Muzyka zaś towarzyszy mi dużo krócej – i nie jest w żaden sposób związana z domem rodzinnym czy moimi korzeniami. Odkryte w liceum Metallica, Nirvana. Przeplatające się przez kolejne lata rockowe kapele. Ale tak naprawdę cała historia zaczyna się dopiero w 2007 roku, w czasie mojej pierwszej wędrówki po Saharze.

…Wśród połaci piasków, wysokich wydm, pod rozgwieżdżonym jak nigdzie indziej niebem, saharyjscy nomadzi grają na bębnach i śpiewają piosenki – opowieści o życiu na pustyni. Takie, które poruszają we mnie coś głębokiego, skrytego, plemiennego. I od pierwszego momentu czuję, że to moja muzyka. Taka, która może nie przywołuje wspomnień z dzieciństwa, czasu z rodziną, ale pokazuje ponadczasowy wymiar współistnienia. Wolność. Przestrzeń. To, że można wszystko.

I zakochuję się bez opamiętania – w dźwiękach Sahary. Po kilku miesiącach tam znam już większość piosenek, gram na bębnach, tańczę z miejscowymi kobietami. Prowadzi mnie muzyka – coś, co przez lata było czymś obcym i nieosiągalnym, staje się częścią mnie. Serce bije mi jak oszalałe. Odnajduję w tym część siebie…

Od tego czasu mijają lata, a ja poznaję nowe gatunki music world, patrząc na świat coraz to bardziej otwartymi oczami. Dlatego Globaltici nie opuszczam od lat – i przez jeden lipcowy weekend zagłębiam się w dźwiękach świata.

Na duet Talilema z Madagaskaru czekam szczególnie – i nie zawodzę się. Energiczna i radosna muzyka, afrykańskie instrumenty, tradycyjne techniki wokalne – muzyka serca wyspy, z jakiej pochodzą, pozwala poczuć ogień Madagaskaru.

Na Talilemie uniesienie się nie kończy. Z Wybrzeża Kości Słoniowej przyjechała zjawiskowa Dobet Gnahoré. „Djekpa La You” w tytule tego wpisu na blogu to nazwa jej trzeciej płyty – „Dzieci świata”.

Izrael, Włochy, Polska, Meksyk, Argentyna, Etiopia, Irlandia – w tym roku muzyki z całego świata bez liku. W tradycyjnych strojach występuje Alaev Family - rodzinny zespół z Tadżykistanu.

Ale Globaltica to tylko jeden z dwóch festiwali muzycznych, bez których nie wyobrażam sobie lata. Drugi, zwany najpiękniejszym festiwalem świata, to Woodstock, na który jeżdżę już od wielu lat. Tego roku też mnie tam nie zabrakło.

The Darkness, Sabaton, Carrantuohill i The Rust – przy ich muzyce bawiłam się znakomicie. Tyle że Woodstock to nie tylko muzyka – to też to, co dzieje się wokół wydarzenia. Ludzie i ich kreatywność, której z roku na rok nie mogę się nadziwić. A szczególnie wtedy, gdy spadnie deszcz.

Jedni tworzą sobie basen pod "palmami" i udają foki.

Inni zjeżdżają z błotnej górki – najchętniej na dziecięcym rowerku.

Ktoś inny tworzy przy namiocie okopy.

Woodstock to też jedzenie u Hare Kriszny, które mam okazję spróbować tylko raz w roku tam właśnie. Ryż z gulaszem fasolowo-sojowym, halava, papadamy.

To radość, kolory, przyjazna atmosfera, jedność, znakomita muzyka, dużo śmiechu, pląsy i zakurzone nogi.

Woodstock to też autostop przez pół Polski i spotkania po drodze - z ciekawym Francuzem, z Peterem i Luisą, niemieckimi hipisami, a na koniec z podróżnikami z Gdyni.



A po tak muzycznych dwóch weekendach dźwięki świata grają we mnie na strunach wolności, poruszając do głębi pierwotność i naturalną radość życia.

Enjoy the music world!

Lalla

 

 



wtorek, 07 sierpnia 2012, szenrzeszynka

Polecane wpisy

  • www.LALLA.pl

    Z racji, że nadal wiele osób trafia tu z wyszukiwarek, podaję raz jeszcze adres, gdzie ok. 1,5 roku temu został przeniesiony ten blog: www.lalla.pl Zapraszam! :

  • Blog przeniesiony: www.lalla.pl

    Po 5 latach opuszczam blox i przenoszę się w inne miejsce, pod stały adres www.lalla.pl - dziękuję za te 5 lat tutaj i zapraszam na nowe tereny:) Lalla

  • Igrasz z ogniem...

    ... Bilans jest taki: nie wchodzisz-nie wygrywasz. Patrzę więc na kolejny zamykający się miesiąc, w czasie którego tyle się zmieniło. Biorę byka za rogi, igram

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2012/08/07 15:39:15
To zdecydowanie jeden z najfajniejszych wpisów na Twoim blogu, taki chyba dość osobisty.
-
2012/08/07 16:05:54
pate.ryk - dzięki! Tak mi dziś w duszy gra:)

Lalla